Tomasz Bielecki: Grupa Wyszehradzka bywa postrzegana jako klub mącicieli. Jakie korzyści daje Słowacji udział w niej? Czy przeważają nad obciążeniem, jakim jest bycie kolegą Węgier i Polski, które są krytykowane za psucie praworządności i demokracji?

Peter Pellegrini*: Nie chcę komentować sytuacji politycznej w Polsce, Czechach, na Węgrzech. I nie chcę słuchać opinii, że Wyszehrad to jacyś mąciciele. Bratysława przejmuje w lipcu przewodnictwo w tej Grupie i – jak już przekazałem Donaldowi Tuskowi – zamierzamy się skupiać na pozytywnym programie dla UE. W Unii jest 28 krajów, a po brexicie będzie 27 – i dla Słowacji to lepiej, że w wielu sprawach nasz głos może być przedstawiany jako głos Europy Środkowej, uprzednio ustalany w ramach czterech krajów Wyszehradu. A zatem skuteczniejszy, bo zabierany w imieniu większej liczby obywateli, niż liczy ich sama Słowacja.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej