Głos Trybunału może mieć poważny wpływ na trwający od stycznia 2016 r. konflikt polskiego rządu z Komisją Europejską o zmiany dokonywane przez PiS w sądownictwie.

Na razie spór przybrał postać wojny pozycyjnej. Rząd Mateusza Morawieckiego - inaczej niż rząd Beaty Szydło - rozpoczął rozmowy z Brukselą, zapowiadając pewne ustępstwa w sprawie tzw. reform sądownictwa. Jego politycy mówią wręcz, że porozumienie z UE jest bliskie. Konkretów ciągle jednak nie ma.

Nad Polską wisi głosowanie w Radzie Europejskiej, które miałoby stwierdzić istnienie „poważnego ryzyka dla praworządności”. Unia nie ma jednak ochoty na ten krok, bojąc się kolejnych podziałów i wzmocnienia eurosceptyków. Sprawa – o ile Polska ostatecznie nie ustąpi – rozstrzygnie się w drugiej połowie roku.

Trybunał Sprawiedliwości mógłby zaś sprawę przeciąć od razu. O ile Polska może bronić się przed decyzją Rady, próbując zebrać poparcie (wystarczy, jeśli przekona sześć krajów, by głosowały przeciw), przed Trybunałem będzie zdana tylko na siebie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej