Facebook nie był jedynym miejscem, gdzie internauci widzieli reklamy doskonale dobrane pod ich emocje i poglądy. Trump widoczny był też w wyszukiwaniach Google'a, w YouTubie, na Snapchacie czy Twitterze. A już po jego zwycięstwie Cambridge Analytica chwaliła się swoimi dokonaniami w specjalnej prezentacji pokazywanej klientom. Zanim mogli ją zobaczyć, musieli jednak podpisać klauzulę poufności.

Kolejny pracownik CA przerywa milczenie

Teraz opublikował ją dziennik „Guardian”, bo na przerwanie milczenia zgodziła się kolejna osoba niegdyś pracująca w Cambridge Analytica. To 30-letnia Brittany Kaiser, która w firmie pełniła funkcję dyrektorki ds. rozwoju. Odeszła z niej dwa tygodnie temu.

Jeden z pierwszych slajdów pokazuje poziom zaawansowania technologicznego w sztabie republikańskiego kandydata przed wejściem do gry Cambridge Analytica. Śmiało można by przypiąć Trumpowi i jego ludziom łatkę e-wykluczonych. W czerwcu 2016 r. nie mieli oni żadnej bazy danych o wyborcach, żadnej infrastruktury, strategii ani modeli promocji kandydata. Informacje o wyborcach zbierane były ręcznie przez pięciu ankieterów. Jak mówi Kaiser, pracownicy Cambridge Analytica wrócili ze spotkania ze sztabem Trumpa zaszokowani taką amatorszczyzną.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej