Ria, Holenderka, która od 15 lat mieszka z mężem w Alanyi, niezbyt interesuje się polityką, ale od kilku dni nie wyłącza telewizora. Holandia właśnie oficjalnie wycofała z Turcji swojego ambasadora – zapadające „na górze” decyzje oznaczają dla Rii i jej córki z podwójnym obywatelstwem spore kłopoty. Po nowy paszport lub inny dokument będzie musiała lecieć do Hagi, zamiast załatwić sprawę w Ankarze. Rodzice Rii, którzy już planowali porzucić Niderlandy na rzecz tureckiej plaży, znów zaczęli się wahać. Przerażeni są też holenderscy przedsiębiorcy inwestujący w Turcji.

– Mamy nadzieję, że pewnego dnia trwająca od 400 lat dyplomatyczna relacja między naszymi krajami znów zostanie nawiązana, na razie nie jest to jednak możliwe – tą wypowiedzią Halbe Zijlstra, szefa holenderskiego MSZ, przez chwilę żyły anglojęzyczne serwisy czołowych tureckich gazet. Na oryginalnych stronach są tylko krótkie wzmianki. Mało kto pamiętał słowa Recepa Tayyipa Erdogana wypowiedziane w marcu 2017 r., gdy Holandia nie pozwoliła politykom rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) na prowadzenie wśród mieszkających w Holandii Turków agitacji przed referendum konstytucyjnym. Jeden z tureckich ministrów został wtedy cofnięty spod holendersko-niemieckiej granicy, a samolot z kolejnym nie dostał zgody na lądowanie.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej