Gerhard Gnauck, „Die Welt”: Jak długo śpi pan w ostatnich dniach?

Mateusz Morawiecki: Staram się pięć godzin dziennie.

Od dwóch tygodni objeżdża pan miejsca nazistowskich zbrodni w Polsce i mówi o historii. Powodem jest ustawa, która zabrania przypisywania Polakom zbiorowej winy za Holocaust. Dyskutuje o niej cały świat. Jak czuje się pan w roli strażaka, który musi gasić ten pożar?

– Nie postrzegam się w ten sposób. Uważam, że Polska musi spróbować wyjaśnić swój punkt widzenia. Skoro nie robiono tego przez 70 lat, inni przyzwyczaili się, że można o nas opowiadać niestworzone rzeczy i traktować jak chłopca do bicia. Polska – na skutek wojny i komunizmu, który był jej konsekwencją – straciła 50 lat swojej historii. Znacznie opóźniło to nasz rozwój. Musimy mówić prawdę o tamtych czasach, a Europa musi ją usłyszeć.

Ale czy ustalanie wiedzy o historii przez paragrafy to dobra droga?

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej