W przeszłości Kim Dżong Un groził, że zamieni Seul w „morze płomieni”; nazywał Koreę Południową marionetką amerykańskich imperialistów, a jej byłą prezydent Park Geun Hye „starą, obłąkaną suką”. Teraz zmienił ton. Witając delegację północnokoreańską, która po trzech dniach wróciła z zimowych igrzysk w Pjongczangu do kraju, wyraził radość z „ciepłego klimatu pojednania”. I pochwalił „robiące duże wrażenie i szczere wysiłki” sąsiada w ugoszczeniu Koreańczyków z Północy.

Przyciskany sankcjami ONZ Kim za nic nie zrezygnuje z broni masowego rażenia, ale szuka słabego miejsca w szeregach wroga i stawia na zbliżenie z drugą Koreą. Ma zamiar pokierować całym procesem, a przy okazji wbić klin między Seul a Waszyngton.

„Towarzysz Kim przedstawił szczegółowo poprawę stosunków Północ - Południe i udzielił w tej kwestii ważnych instrukcji” – donosi północnokoreańska agencja informacyjna KCNA.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej