„Olimpijska” wersja najnowszego modelu Samsunga – sponsora zimowych igrzysk – to prezent od organizatorów dla każdego z 4 tys. członków olimpijskich delegacji, które tłumnie zjechały do Pjongczangu. A raczej prawie każdego, bo Koreańczycy z Południa ogłosili w środę, że nie przysługuje on ich ziomkom z Północy i Irańczykom. Obawiają się naruszenia międzynarodowych sankcji zakazujących dostarczania do tych dwóch krajów towarów luksusowych oraz takich, które mogą być wykorzystane w celach militarnych.

Obrażona godność

– Nie będziemy siedzieć cicho, gdy obraża się naszą narodową dumę, tożsamość i godność – zapowiedział szef irańskiego komitetu olimpijskiego Reza Salehi Amiri.

CZYTAJ TEŻ: Sportowy Kim Dżong Un. Dyktator, który ogląda Man Utd. i każe armii budować stacje narciarskie

W czwartek do irańskiego MSZ wezwano południowokoreańskiego ambasadora w Teheranie. Usłyszał on, że nierówne traktowanie sportowców jest nieetyczne i sprzeczne z duchem olimpizmu. Irańczycy kazali też przekazać Samsungowi, że jeśli nie przeprosi, to jego biznes w Iranie może ucierpieć. Minister spraw zagranicznych Javad Zarif zagroził wręcz bojkotem wszystkich produktów tej firmy i zapowiedział, że sam zrezygnuje z telefonu Samsunga. Inni ministrowie grozili, że poruszą ten skandal w parlamencie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej