Kiedy 2 lutego w wiejskim kościele misji w Rahue, kilka kilometrów od stolicy diecezji Osorno, przez głośnik obwieszczono, że w południe mszę odprawi bp Barros, kilkudziesięciu wiernych pospieszyło w stronę wyjścia.

– Co on wyprawia? – mówił dziennikarzowi BBC Luis Molina. – Powinien odejść. Tylko szkodzi, to nieszczęśliwy człowiek.

Biskup przybył na mszę, krocząc, niezrażony, pośród kwiatów i proporców, w asyście księży, pozdrawiając obecnych, w tym wielu Indian Mapuczów strojnie ubranych z okazji święta Matki Boskiej Candelarii.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej