Co zrobić z Udo Landbauerem? – na to pytanie muszą odpowiedzieć sobie przywódcy skrajnie prawicowej Partii Wolnościowej (FPÖ), która obecnie współrządzi Austrią.

Jeszcze niedawno tego 32-letniego polityka uważano za wschodzącą gwiazdę partii. W jej młodzieżowych strukturach zaczął działać już jako nastolatek. Od 2010 r. zaczął pełnić funkcje publiczne, najpierw jako członek władz miasta Wiener Neustadt odpowiedzialny m.in. za drogi, później jako poseł do landtagu Dolnej Austrii. W tym roku prowadził już FPÖ do lokalnych wyborów. Odbyły się w niedzielę, wygrała chadecka Austriacka Partia Ludowa (ÖVP). FPÖ była wprawdzie trzecia, ale podwoiła wynik z poprzednich wyborów, zbierając 14 proc. głosów.

CZYTAJ TEŻ: Jak Austria (nie) rozlicza się z faszyzmu

W normalnej sytuacji Landbauer jako główny kandydat partii mógłby się ubiegać o miejsce we władzach landu. Ale za młodym politykiem ciągnie się neonazistowski smród. Czuć go nie tylko w Dolnej Austrii, ale też w samym Wiedniu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej