Lubosz Palata: Wybory w Czechach były bardzo wyrównane. Różnica między aktualnym prezydentem Miloszem Zemanem a Jirzim Drahoszem wyniosła jedynie niewiele ponad 2 proc. Spodziewał się pan tak wyrównanej walki?

Josef Mlejnek*: To zapowiadały sondaże. W przypadku tak wyrównanego wyniku decydowały detale. Zeman lepiej poradził sobie z kampanią między pierwszą a drugą turą. Co prawda w debatach telewizyjnych nie rozłożył Jirzigo Drahosza na łopatki, jak wielu przypuszczało, ale jego przeciwnikowi nie udało się zabłysnąć. Za bardzo polegał na założeniu, że ludzie zagłosują na niego tylko dlatego, że nie jest Zemanem.

Tymczasem prezydent starał się zaprezentować niezdecydowanym wyborcom jako doświadczony mąż stanu i udało mu się wywołać wrażenie, że wcale nie jest politykiem prorosyjskim, ale prozachodnim.

Jednocześnie jednak trwała brutalna kampania przeciwko Drahoszowi jako rzekomemu zwolennikowi przyjmowania imigrantów?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej