– Po ośmiu latach od dojścia do władzy Fidesz konsoliduje władzę i domyka system demokracji nieliberalnej. Partia chce teraz decydować o obsadzie sądów, by te nie mogły zakwestionować wprowadzonych przez nią reform – mówi o przepisach, które weszły w życie z początkiem roku Mate Daniel Szabo, prawnik działający w Węgierskiej Unii na rzecz Praw Człowieka (TASZ).

Zanim do tego doszło, rządzący już mieli duży wpływ na obsadę sądów. Umożliwiły to zmiany wprowadzone za pierwszej kadencji rządów Viktora Orbána (2010-14), ale do tej pory rzadko po ten instrument sięgali.

Lojalni sędziowie

Niedawno jednak ze stanowiskiem pożegnał się prezes sądu stołecznego w Budapeszcie rozstrzygającego o najważniejszych sprawach w kraju. Jego kadencja nie została odnowiona, mimo że był jedynym kandydatem na to stanowisko. Podpadł jednak, krytykując zmiany w sądownictwie. Narodowe Biuro Sądownictwa (OBH), nadzorujące pracę sądów, unieważniło na początku stycznia konkurs na stanowisko. OBH powołał Fidesz w 2012 r., kieruje nim Tunde Hando, prywatnie żona Józsefa Szájera, eurodeputowanego partii rządzącej. Szajer zaś jest głównym architektem reformy sądownictwa, nad którym od 2012 r. rządzący zwiększają nadzór.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej