Była to najtrudniejsza podróż ze wszystkich ośmiu, które papież odbył po krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie jest powszechnie szanowany i podziwiany. Wcześniej Franciszek stawił czoło skandalom pedofilskim, które sprawiły, że chilijski Kościół traci reputację; i przeprosił ofiary nadużyć seksualnych księży w imieniu Kościoła powszechnego. Ale obrona jednego z biskupów obwinianego o wieloletnie krycie i tuszowanie seksualnych wybryków księdza Fernanda Karadimy – skazanego i dożywotnio odsuniętego przez Watykan od kapłaństwa – oburzyła ofiary duchownych, kilku chilijskich biskupów, władze kraju i znaczną część opinii publicznej.

Papież żąda dowodów od ofiar pedofilii

Papież orzekł, że „nie ma żadnych dowodów”, iż biskup Juan Barros, który przez 35 lat służył pod zwierzchnictwem Karadimy w parafii El Bosque w Santiago de Chile, wiedział o postępowaniu swego przewodnika duchowego i krył je. Oznajmił kategorycznie, że zarzuty wobec Barrosa to „kalumnie”, i zapowiedział, że nie zmieni zdania, póki ofiary nie przedstawią dowodów, iż było inaczej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej