Według źródeł „Wyborczej” wiadomości z Węgier wywołały niepokój w kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego. Chodzi o słowa Viktora Orbana w wywiadzie dla niemieckiego „Die Welt”. Premier Węgier nie wykluczył przyjęcia uchodźców z rozdzielnika, który Unia ustaliła w szczycie kryzysu migracyjnego we wrześniu 2015 r.

Orban nie skonsultował tego z Polską, choć Warszawę i Budapeszt od dwóch lat łączy twarda odmowa przyjmowania uchodźców. Polscy i węgierscy politycy zgodnie przestrzegali przed najeźdźcami, potencjalnymi terrorystami, roznosicielami chorób.

W niedzielę okazało się, że Węgry udzieliły azylu 1,3 tys. Syryjczyków i Afgańczyków, a w wywiadzie dla „Die Welt” Orban uzależnił przyjęcie kolejnych jedynie od prześwietlenia ich przez służby specjalne, co dla Unii Europejskiej jest oczywistością.

Rysa na sojuszu

Nagle więc powstała rysa na sojuszu polsko-węgierskim cementowanym spotkaniami „na szczycie”: sześciogodzinnym Orbán – Kaczyński w lutym 2016 r. w Niedzicy i ostatnio, w grudniu 2017 r., Orbán – Morawiecki. Stąd nerwowość w Warszawie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej