Przetworzony piasek mamy wszędzie: w światłowodzie, telefonie komórkowym, w żywności.

Ale najwięcej konsumuje go budownictwo: do budowy zwykłego domu potrzeba 200 ton, jeden kilometr autostrady pochłania aż 30 tys. ton

To m.in. dlatego w Wietnamie rabusie wdzierają się na pola uprawiane przez drobnych rolników i zdzierają warstwę gleby, żeby dostać się do złóż piasku. Proceder ten na dużą skalę kwitnie też w Indiach, gdzie statki wysysają piasek z dna morskiego, a przekupione władze patrzą przez palce. Indyjskie „piaskowe mafie” zabiły już kilkaset osób, w tym policjantów, urzędników i działaczy społecznych, którzy stanęli im na drodze.

W 2008 r. na Jamajce ktoś ukradł całą plażę należącą do hotelu Coral Spring. Winnych nie znaleziono, policja podejrzewa, że piach sprzedano konkurencyjnemu ośrodkowi turystycznemu.

W Maroku problem jest poważniejszy. – Mafia piaskowa to druga największa organizacja przestępcza w tym kraju – mówi Denis Delestrac, autor dokumentu „Sand Wars” ("Piaskowe wojny"). 40-45 proc. piasku używanego w marokańskim budownictwie jest kradzione. Robotnicy szuflami w biały dzień wygarniają plaże do ostatniego ziarenka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej