Przykładów społecznych protestów o podłożu ekonomicznym, które miały lub mogły mieć zasadniczy wpływ na losy kraju, nie trzeba nam szukać daleko: poznański czerwiec 1956, wydarzenia z grudnia 1970 w Trójmieście, sierpień 1980. Nawet dziś trudno dokładnie rozgraniczyć, w jakim stopniu to, że Polacy wychodzili na ulice, było rezultatem ich gniewu wywołanego podwyżkami cen, a w jakim zmęczenia rządami PZPR. Podobnie jest w Iranie, gdzie od kilku dni trwają protesty, w których zginęło już ponad 20 osób, a setki aresztowano. Jedni ich uczestnicy potępiają drożyznę, inni wyklinają najwyższego przywódcę Alego Chameneiego i żądają zmiany ustroju.

Demokracja na konserwatywnej smyczy

Szukając genezy protestów, należałoby sięgnąć do islamskiej rewolucji sprzed 38 lat, kiedy to Irańczykom narzucono unikalny system polityczny, dający większość władzy najwyższemu przywódcy, niepoddanemu osądowi wyborców, przy jednoczesnym utrzymaniu instytucji demokratycznych. Reżim ajatollaha Chomeiniego i jego następcy Chameneiego był ideologiczny, nacjonalistyczny i kleptokratyczny – mieszanka gwarantująca, że Iran pozostanie krajem biednym i osamotnionym.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej