Premier Polski Mateusz Morawiecki zmarnował na ostatnim szczycie UE w Brukseli wielką szansę. Bo choć z nowym premierem Czech Andrejem Babiszem zna się już od kilku lat (jeszcze jako ministrowie spotykali się na rozmowach ministrów finansów UE), na zakończonym w piątek dwudniowym unijnym szczycie, na który obaj przyjechali pełniąc nowe funkcje, nie znalazł chwili dla swego czeskiego odpowiednika.

Zupełnie inaczej było w przypadku premiera Słowacji Roberta Fico, który – mimo iż do ostatniej chwili wspierał głównego przeciwnika Babisza, byłego socjaldemokratycznego premiera Bohuslava Sobotkę – już na początku szczytu chwalił się, że przeszedł z Babiszem na ty.

– Nie, nie można mówić o nawiązaniu jakichś relacji. Żadna chemia między Morawieckim a Babiszem nie zadziałała. Zresztą nikt nie poczuł do Morawieckiego sympatii – mówił w Brukseli jeden ze środkowoeuropejskich dyplomatów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej