– No, dalej, kto da więcej? To duże, silne chłopaki, idealne do pracy na roli – zachwala prowadzący aukcję, trzymając rękę na ramieniu jednego z trzech czarnoskórych młodych mężczyzn. Uśmiechają się z zakłopotaniem, kiedy z niewidocznego tłumu padają kolejne wykrzykiwane po arabsku kwoty, powtarzane przez prowadzącego aukcję. Arbaamija, subumija, czterysta, siedemset… ostatecznie zostają sprzedani za 1,2 tys. libijskich funtów (ok. 400 dolarów) każdy.

Jest silny, będzie kopał aż miło

We wstrząsającym reportażu CNN opisuje aukcje, na których w Libii sprzedawani są migranci z Nigerii, Ghany, Nigru czy Mali. Dziennikarze po otrzymaniu od libijskiego kontaktu pierwszego nagrania, i po zweryfikowaniu jego autentyczności, pojechali do Libii, gdzie na własne oczy przekonali się, że handel ludźmi kwitnie w najlepsze...

Na podwórku zwykłego domu, podobnego do wielu innych, w miasteczku na północy kraju, wyprowadzanych z budynku mężczyzn, gęsiego, ustawiono w rzędzie. Pada arabskie słowo „Al-Bidaa” (towar).

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej