Cara di Mineo to największy obóz dla uchodźców w Europie, w którym przebywa ok. 4 tys. osób. Jest oddalony o godzinę jazdy od Katanii, a życie tu płynie z dala od oczu turystów, którzy zamiast wycieczek w głąb wyspy wybierają plaże i miasteczka na wybrzeżu. Ten, kto jednak pojedzie przez wyspę, po drodze zobaczy, jak na polach uwijają się czarnoskórzy robotnicy, a na skrzyżowaniach co kilkanaście kilometrów stoją pochodzące z Afryki prostytutki.

Przed wejściem do obozu w cieniu opancerzonego wozu carabinieri leżą dwa bezpańskie psy. Obok – żołnierz i żołnierka, którzy nie ściągają palców ze spustów karabinów maszynowych.

Ale Cara di Mineo w porównaniu z większością obozów dla uchodźców jawi się bardziej jak hotel, a nie obóz. Migranci oczekujący na decyzję w sprawie azylu zakwaterowani są w budynkach przypominających domki letniskowe – zostały one przed laty opuszczone przez stacjonujących tu amerykańskich żołnierzy.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej