Po jednej z ulic mknie rozpędzony pikap wyładowany bojownikami Syryjskich Sił Demokratycznych (SSD) wspieranych przez Stany Zjednoczone. Uzbrojeni w karabiny i umęczeni pokazują znak wiktorii. Kierowca naciska klakson. Ze zniszczonych budynków, w których znajdują się ich pozycje, co jakiś czas ktoś wygląda i radośnie macha ręką. Bojownicy śpiewają i wznoszą w powietrze karabiny. Państwo Islamskie (Islamic State in Iraq and Syria – ISIS) jest o krok od utracenia „stolicy” swojego samozwańczego kalifatu, którą zajęło w 2014 roku.

– To jeszcze nie koniec walk o Rakkę, ale jesteśmy bardzo blisko i wkrótce będziemy mogli to oficjalnie ogłosić – mówi 19-letni Sefedin Arzad z SSD.

Pochodzi z Rakki. Jego dom nie ucierpiał, bo znajduje się na obrzeżach miasta. Przekonuje, że na razie do niego nie wróci, bo chce z ISIS rozprawić się do końca. Młody bojownik twierdzi, że w mieście zostało jeszcze około stu dżihadystów. Tę liczbę podają też inni przedstawiciele SSD znajdujący się w Rakce.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej