– Jestem szyitką, Turkmenką, mój mąż to Arab sunnita. Był imamem i bardzo poważanym człowiekiem w naszej społeczności w dzielnicy Al-Alam w Tikricie – opowiada w rozmowie z BBC jedna z kobiet więzionych przez Państwo Islamskie (Islamic State in Iraq and Syria – ISIS). Przekonuje, że zanim terroryści z samozwańczego kalifatu wtargnęli do miasta, szyici i sunnici żyli obok siebie w zgodzie.

– Nikogo nie obchodziło, kto jest kim, nie było między nami najmniejszej wrogości – wspomina.

Jako matka dwójki dzieci wynajmowała pokoje młodym turkmeńskim nauczycielkom uczącym w tej samej szkole, do której chodzili jej synek i córka.

Terroryści przyszli nad ranem

Latem 2014 r. ich życie gwałtownie się zmieniło, do miasta weszli bojownicy ISIS. Najpierw wymordowali żołnierzy z pobliskiej bazy Camp Speicher – szacuje się, że zginęło tam ok. 1,7 tys. osób. Wielu z tych, którym udało się uciec, schroniło się właśnie w dzielnicy Al-Alam, oddzielonej od centrum miasta rzeką Tygrys. Kobieta przyznaje, że razem z mężem pomagali ukrywać się uciekinierom, także szyitom.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej