Jest rok 2015, Narodową Agencją Bezpieczeństwa (NSA) od roku kieruje Michael Rogers. Jego głównym zadaniem miała być ochrona agencji przed przeciekami.

Rok wcześniej Edward Snowden zorganizował jak do tej pory najbardziej spektakularny z nich (upubliczniając informacje o programach inwigilacyjnych rządu USA), a agencja postanowiła lepiej zatroszczyć się o bezpieczeństwo swoich danych.

Czytaj też: Co Amerykanie sądzą o Snowdenie

Z półrocznym opóźnieniem okazuje się jednak, że wtedy właśnie pracownik pewnej firmy podwykonawczej (NSA zatrudnia podwykonawców do różnych zadań, w tym charakterze pracował dla niej również Snowden) przeniósł dane z serwerów NSA na swój prywatny komputer. Miał na nim zainstalowane oprogramowanie antywirusowe produkowane przez rosyjską firmę Kaspersky Lab. A rosyjscy hakerzy użyli go do wykradzenia mu danych.

Dziennikarze „Wall Street Journal” dotarli do informacji o toczącym się w tej sprawie niejawnym śledztwie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej