Gdy FC Barcelona podejmuje na własnym boisku Real Madryt, kibice gospodarzy w 17. minucie i 14. sekundzie skandują gromko: „Niepodległość!” – ten okrzyk powtarzany jest tak regularnie, że przed dwoma laty został nawet dodany do ścieżki dźwiękowej w FIFA, najpopularniejszej na świecie serii piłkarskich gier komputerowych.

Katalonia została ostatecznie wcielona do nowożytnej Hiszpanii w 1714 roku – z tego powodu 11 września (kiedy wypada Diada, upamiętniające owe wydarzenia lokalne święto), dokładnie o godzinie 17.14, milionowy tłum demonstrantów rozwinął w Barcelonie ogromny transparent z wizerunkiem urny do głosowania i podpisem: „Referendum jest demokracją". Zaledwie sześć dni wcześniej zdominowany przez niepodległościową koalicję kataloński parlament uchwalił, iż 1 października obywatele wypowiedzą się w sprawie secesji. Podobne referendum miało już miejsce w 2014 r., ale wtedy jedynie w formie niewiążącego plebiscytu (do urn poszło zaledwie 30 proc. Katalończyków, 81 proc. z nich zagłosowało za niepodległością) – teraz władze regionu zapowiedziały, że w razie wygranej zwolenników niepodległości ogłoszą takową w ciągu 48 godzin od podliczenia głosów.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej