Zakład karny numer 1 w Ankarze. W więziennym szpitalu, do którego przed kilkoma tygodniami trafiło dwoje osadzonych, nie wiedzą już, co robić. Wykładowczyni akademicka Nuriye Gülmen i nauczyciel podstawówki Semih Özakça, którzy w kwietniu rozpoczęli strajk głodowy w proteście przeciw zwolnieniu z pracy, a 23 maja zostali aresztowani pod zarzutem przynależności do organizacji terrorystycznej Front Rewolucji Ludowej, konsekwentnie odmawiają przyjmowania posiłków.

Stan obojga jest tak zły, że pielęgniarze co noc budzą ich, by sprawdzić, czy żyją.

Özakça skarży się na bezsenność, nieustanne dzwonienie w uszach i zupełny brak wiary w sprawiedliwość tureckich sądów. Trudno się dziwić. Na dwa dni przed pierwszą rozprawą w ankarskim sądzie zatrzymano wszystkich prawników, którzy mieli ich reprezentować.

– I tak już ograniczano im widzenia z prawnikami, a teraz jeszcze to – skarżyła się dziennikarzom Esra Özakça, żona Semiha, która solidarnie z mężem głoduje od 114 dni. Rzeczywiście, nie można mówić o przypadku. Zatrzymania zrzeszonych w organizacji Halkin Hukuk Bürosu, prawników reprezentujących nauczycieli, dokonano jednocześnie w pięciu miastach. Prokuratura postawiła im zarzut identyczny jak ich klientom: przynależność do organizacji terrorystycznej.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej