Publikujemy pierwszy wywiad z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, przeprowadzony przez „Wyborczą” wspólnie z: „Le Figaro”, „El Pais”, „Sueddeutsche Zeitung”, „Corriere della Sera”, „Le Soir”, „Le Temps” i „The Guardian”.

 

Z pańską silną legitymizacją uzyskaną w wyborach Francja aspiruje do nowego przywództwa w Europie?

Emmanuel Macron: To jest coś, czego nie da się zadekretować. To się stwierdza na podstawie zdolności do pociągnięcia za sobą innych i na podstawie osiąganych rezultatów. Przedwczesne mówienie, że Francja może sprawować nowe przywództwo europejskie, byłoby pretensjonalne. Prawdziwym problemem jest cel naszego działania. A punktem wyjścia – kryzys, jaki przechodzą demokracje zachodnie.

Nasze demokracje powstały w XVIII w. na gruncie bezprecedensowej równowagi między obroną swobód indywidualnych, praw człowieka i demokracji a wprowadzaniem gospodarki rynkowej. To pozwoliło na stopniowe uznanie swobód jednostki, na dokonanie postępu społecznego i na zarysowanie perspektyw przed klasą średnią. Jednakże wraz z końcem tzw. trzydziestu wspaniałych lat [1946-75] w szeregi klasy średniej wkradło się zwątpienie. Francja doświadczyła tego boleśnie, a przecież miała najbardziej dopracowany model socjalny. To ona poniosła największą porażkę w walce z bezrobociem.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej