Najnowsza wieść jest taka, że z uszkodzonego w niewyjaśnionych okolicznościach dysku z zapisem z ulicznego monitoringu nie da się nic odzyskać. Czyli ten dowód mogący wskazywać na to, że zawinił nie kierowca seicento, które uderzyło w limuzynę Szydło, ale kierowca wiozący premier, jest do niczego.

Tak się składa, że zapis z dysku tuż po zdarzeniu obejrzał jeszcze policjant, ale prokuratura przekazała nośnik do sądu już w stanie nienadającym się do użytku.

Wyjaśnieniem sprawy zniszczenia dysku – decyzją Prokuratury Regionalnej w Krakowie – zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej