Majowe matury przebiegały w wyjątkowo stresującej atmosferze. Po pierwsze, jeszcze kilka dni wcześniej trwał strajk nauczycieli i do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy egzaminy w ogóle się odbędą. Nie wszędzie nauczyciele zdążyli też wystawić uczniom oceny końcowe. Ci maturzyści podeszli do egzaminów tylko ze względu na szybką zmianę prawa: klasyfikację mogli przeprowadzać nie tylko nauczyciele, ale też dyrektorzy szkół. 

Po drugie, w 122 szkołach w trakcie trwania matur ogłoszono alarmy bombowe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej