Nina Karniej mieszka na Malcie od grudnia 2016 roku, wydaje serwisy internetowe. Wcześniej, we Wrocławiu, zajmowała się programami edukacyjnymi Teatru Polskiego, chciała kultury dostępnej dla wszystkich. Tutaj, na wyspie, domaga się dla Polonii równych szans na udział w wyborach.

Polacy z Malty zawsze mieli problem z głosowaniem. Na wyspie nie ma polskiej ambasady, jest tylko konsulat honorowy. Wprowadzoną w 2011 r. możliwość głosowania korespondencyjnego Sejm zniósł w 2017 r., nowelizując ordynację wyborczą. Najbardziej zdeterminowani podróżują więc z Malty do włoskich miast: Palermo, Rzymu czy Neapolu. - To kosztowne – podkreśla Karniej. - Sycylia jest wprawdzie oddalona od Malty o 80 km, ale Palermo już o prawie 500 km. Podróż z przesiadkami trwa ponad siedem godzin i kosztuje co najmniej 149 euro. Za wyprawę do Neapolu 13 października zapłacimy aż 226 euro – wylicza.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej