2 sierpnia nad ranem bokser miał popełnić samobójstwo, leżąc na własnej pryczy w areszcie na warszawskiej Białołęce. Rodzina to kwestionuje – Kostecki miał plany na przyszłość, mógł za 9 miesięcy się starać o zwolnienie. A w aktach prokuratorskich są sprzeczności. Prok. Wojciech Kapuściński, który jako pierwszy dokonał oględzin zwłok, zauważył dwa maleńkie ślady wyglądające jak po igle. Zakładał, że sekcja zwłok wyjaśni ich pochodzenie. Ale w protokole z sekcji żadnych wyjaśnień nie ma.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej