Rozmowa z Adamem Piechnikiem, ratownikiem medycznym

Marcin Warszawski: Ile trwał najdłuższy dyżur, który pan pełnił?

Adam Piechnik: – Kilka lat temu najdłuższy dyżur, jaki miałem, to było 96 godzin, czyli 4 doby. To był okres wakacyjny, wtedy zawsze pracujemy więcej niż normalnie. Jeśli pracuję zwykle około 300 godzin miesięcznie, to w wakacje zdarza się, że 450-500. To wynika po prostu z tego, że działam jako firma. Jeśli więc w przyszłym miesiącu chcę mieć dwa tygodnie wolnego i pojechać gdzieś z rodziną, to nie będę wtedy zarabiał.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej