Bez statusu HEAD mieszkający na Podkarpaciu marszałek Sejmu nie mógłby wykorzystać rządowego samolotu Gulfstream przeznaczonego dla najważniejszych osób w państwie. Musiałby lecieć samolotem rejsowym LOT, na który posłowie mają darmowe bilety. Ale ich rodziny już nie. Z Warszawy do Rzeszowa jest pięć połączeń dziennie.

O konieczności spełnienia wymogu lotu w „misji oficjalnej” jasno mówią pierwsze punkty instrukcji lotów HEAD z października 2018 r.: „Lot statku powietrznego, na którego pokładzie znajdują się: Prezydent RP, Marszałek Sejmu, Senatu, Premier RP, wykonywany w misji oficjalnej, posiada status HEAD”.
Pisano więc do dowódcy rodzajów sił zbrojnych: „Informuję, że Marszałek Sejmu RP Marek Kuchciński zamierza udać się w misji oficjalnej z Warszawy do Rzeszowa, a następnie powróci z wykorzystaniem wojskowego specjalnego statku powietrznego”. 
Inaczej mówiąc, gdyby Kuchciński napisał, że chce po prostu polecieć do domu, samolotu specjalnego by nie dostał. Dlatego Kancelaria Sejmu upiera się, że loty marszałka to „misja oficjalna”. Tyle że każdy odbywał się w weekendy, z rodziną i do miejsca zamieszkania. Ich koszty wielokrotnie przewyższają standardowe ceny przelotów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej