Codziennie o godz. 8 na krakowskie Planty przychodzi pracownik opieki społecznej. Rozdaje bezdomnym  rękawiczki i worki na śmieci. I czeka. Po godzinie odbiera worki, a w zamian wręcza zaświadczenie numer jeden. Jednak żeby móc napić się kompotu i zjeść zupę w miejskiej jadłodajni, trzeba otrzymać jeszcze jedną pieczątkę. Gdzie?

W miejskiej łaźni. Bezdomny wchodzi, myje się, a potem prosi o podpis i adnotację: „Zaświadcza się, że pan X wziął prysznic w dniu Y”. Dopiero potem może odebrać darmowy ciepły posiłek: bigos czy grochówkę.
Ważność wpisu dotyczącego kąpieli kończy się po tygodniu. Bezdomny musi sprzątać codziennie. Inaczej o obiedzie może zapomnieć. Tak w praktyce ma wyglądać realizacja uchwały „Jedzenie za pracę”, którą opracował radny z Krakowa Łukasz Wantuch (Przyjazny Kraków).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej