W czwartek Bartłomiej Misiewicz (a nie Bartłomiej M. – jak zaznaczył na Twitterze) po uiszczeniu 100 tys. zł kaucji opuścił areszt w Tarnobrzegu. Wedle relacji jego adwokata mocno schudł, ale wzbogacił umysł, bo poczytał sporo książek. W areszcie siedział od 30 stycznia, gdy został oskarżony o przekroczenie obowiązków służbowych i działalność na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Po wyjściu zapowiedział, że będzie się starał udowodnić swoją niewinność w sądzie.

Nie znam szczegółów sprawy, skrywa ją tajemnica wojskowa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej