13-letnia Inga Zasowska przyjechała w piątek rano do Warszawy podmiejską kolejką z Grodziska Mazowieckiego. Miała ze sobą karton, na którym zapisała czarną farbą „Wakacyjny Strajk Klimatyczny”. O 9.30 usiadła w pełnym słońcu, w ponadtrzydziestostopniowym upale, pod barierkami odgradzającymi Sejm od ulicy. Zamierza przychodzić w to miejsce w każdy piątek do końca lipca.
Towarzyszy jej mama. Czuwa niedaleko. Po kilku godzinach do dziewczynki przyłączyła się grupa nastolatków. Nie znają się, siedzą obok, żeby wesprzeć jej protest. Przychodzą też aktywiści społeczni i ekolodzy. Byli też policjanci i dwóch posłów (dziewczynka nie zna ich nazwisk). Kiedy rozmawiam z jej mamą, przychodzi mężczyzna. W ręku ma półlitrową butelkę wody mineralnej. - Dla córki - mówi. Mama przyjmują ją i dziękuje, ale zastrzega: - Inga pewnie jej nie weźmie, bo nie pije z plastiku.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej