Sprawa dotyczy wydarzeń z października ubiegłego roku, kiedy to Kampania przeciw Homofobii zorganizowała kolejną edycję „Tęczowego piątku”. Akcja mająca sprawić, by każdy - niezależnie od swojej orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej - czuł się w szkole dobrze, pokazać uczniom LGBT+, że są bezpieczni i mogą w pełni realizować swój potencjał. A to ważne: jak pokazuje ostatni raport organizacji pozarządowych, przemocy doświadcza 70 proc. osób nieheteroseksualnych. 73 proc. badanych nie ujawnia swej orientacji seksualnej w szkole lub na uczelni. Jednym z powodów jest strach.

Choć „Tęczowy piątek” inicjuje KpH, która dostarcza placówkom materiały, jak finalnie będzie wyglądał ten dzień, decydują już sami nauczyciele i uczniowie, którzy dobrowolnie przystępują do akcji.

Mimo to „Tęczowy piątek” od początku napotyka niechęć przedstawicieli obozu władzy i prawicowych mediów, które w ubiegłym roku rozpisywały się o „homopropagandzie”, „homoterrorze”, „deprawacji” i „demoralizacji”. Przed akcją przestrzegał też Kościół. „Szkoła nie jest i nie może być miejscem na jakiekolwiek propagowanie środowisk LGBTQ” - pisał przewodniczący komisji wychowania katolickiego Episkopatu bp Marek Mendyk. Kierowany wówczas jeszcze przez Annę Zalewską resort edukacji zapowiedział nawet kontrole w szkołach, które zdecydowały się przystąpić do akcji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej