Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, że nauczyciel pracuje dla idei. Ideą dzieci nie nakarmisz. Powinniśmy – wszyscy, bez względu na to, czy jesteśmy lekarzami, nauczycielami czy kasjerami w sklepie – wykonywać swoją pracę sumiennie. I dostawać za nią godne wynagrodzenie. Czy 2460 zł netto to wypłata godna kogoś, kto pracuje 60 godzin w tygodniu? Kto w weekendy układa sprawdziany dla uczniów? Kto po północy odbiera smsy od rodziców z pytaniem: „Co córka dostała z kartkówki”? Kto ma i nauczyć, i wychować?

Ja mojej żonie usługuję. Prasuję, piorę, robię zakupy. Sprzątam. I w gruncie rzeczy nas utrzymuję – mam własną firmę, wracam po 17. Ona też, tyle że kiedy ja mogę poczytać albo pooglądać telewizję, ona przygotowuje się do lekcji, które prowadzi następnego dnia. Kładzie się po pierwszej w nocy. Wstaje o szóstej.

W weekendy najczęściej poprawiamy sprawdziany. To znaczy: ona poprawia. A ja ją sprawdzam. Przeliczam, czy nie popełniła błędu przy dodawaniu punktów na każdej ze 140 klasówek. Dla siebie mamy tylko niedzielne popołudnie. Wtedy spacerujemy, oglądamy film. Nie zawsze udaje się nie rozmawiać wtedy o szkole.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej