Już w zeszłym tygodniu Falenta zgodził się przyjąć na widzeniu dziennikarzy, którzy chcieli zapytać go o rewelacje, które zawarł w swoich listach do prezydenta Andrzeja Dudy, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i premiera Mateusza Morawieckiego. Ale na widzenie nie zgodził się szef Aresztu Śledczego na warszawskim Służewcu, gdzie biznesmen trafił po deportacji z Hiszpanii.

Areszt powołuje się na Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z 17 października 2016 r. w sprawie ochrony jednostek organizacyjnych Służby Więziennej. Przywołany przepis szczegółowo wylicza osoby, które mogą wejść do zakładu karnego. Są to prawnicy, pracownicy sądu, prokuratorzy, kuratorzy sądowi, policja i służby specjalne.

Na wejście innych osób dyrektor więzienia może wyrazić osobną zgodę. – Może, ale nie musi. Daje to dowolność wyboru kierownikowi jednostki – mówi „Wyborczej” ppor. Anna Penkin, rzeczniczka aresztu. Zdaniem ppor. Penkin od zakazu odwiedzin nie można się odwołać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej