Tusk został wezwany na posiedzenie sejmowej „komisji ds. wyłudzenia VAT” już po wyborach do europarlamentu. Jesienią ubiegłego roku zeznawał przed inną komisją w sprawie afery Amber Gold akurat przed wyborami samorządowymi. Były premier, a dziś przewodniczący Rady Europejskiej wypadł wtedy na tyle korzystnie, że PiS postanowił tym razem nie ryzykować.

Musiałby go przyjąć Kuchciński

Tusk został wprowadzony do Sejmu bocznymi schodami od strony hotelu sejmowego, bo jako przewodniczący Rady Europejskiej musiałby być powitany przez marszałka Marka Kuchcińskiego (PiS). Na początku przesłuchania dobry humor prezentował przewodniczący komisji Marcin Horała (PiS). Postanowił być najważniejszą postacią spektaklu. W trakcie całego posiedzenia komisji przerywał wypowiedzi Tuska, wspomagał tych posłów PiS, którzy nie radzili sobie z zadawaniem pytań. W chwili gdy pytania zaczął zadawać przedstawiciel opozycji Zbigniew Konwiński (PO), przerywał i komentował wypowiedzi Tuska. Na koniec stwierdził, że czas opozycji został wyczerpany.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej