W odręcznie napisanym oświadczeniu, jakie Falenta przekazał z Aresztu Śledczego na warszawskim Służewcu, biznesmen pisze, że jego list wysłany z hiszpańskiego więzienia do prezydenta Dudy nie miał być ujawniony.

„Nie mam z obecną sytuacją nic wspólnego. List wysłany przeze mnie był listem kierowanym tylko do Prezydenta i nigdy nie miał ujrzeć światła dziennego. Nie wiem, jaka motywacja kierowała Prezydentem i Prokuratorem Generalnym, żeby uznać ten list za prośbę o ułaskawienie i skierować go do Sądu, mając świadomość, że stanie się on listem ogólnodostępnym” – stwierdza Falenta.

W liście z 12 kwietnia, ale i we wcześniejszych listach do prezydenta, prezesa PiS i premiera, Falenta powołuje się na swoje zasługi dla zwycięstwa Dudy i jego formacji w wyborach 2015 r. I grozi, że jeśli – zgodnie z wyrokiem sądu – pójdzie do więzienia, to „ujawni, kto za nim stał”. Dołącza wykaz 12 osób z kręgu PiS na czele z Jarosławem Kaczyńskim, które miały wiedzieć o podsłuchach zakładanych na zlecenie Falenty. Pisze też, że ma nieznane nagrania, które mogą być niewygodne dla PiS.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej