Amerykańskie zaangażowanie na flance wschodniej NATO – czyli praktycznie w Polsce – nie spełnia co prawda postulatu prezydenta Andrzeja Dudy o budowie Fort Trump z września ubiegłego roku, ale jest to poważne wzmocnienie bezpieczeństwa naszego kraju, szczególnie wobec agresywnej postawy Rosji.

Czerwcowa podróż prezydenta do Waszyngtonu jest jego podróżą triumfalną. Polska staje w szeregu najważniejszych sojuszników USA, staje się państwem, w którym Ameryka – przynajmniej deklaratywnie – chce lokować swoje inwestycje i z którym chce dzielić się częścią swoich technologii.

Sytuacja prymusa w transatlantyckich relacjach rodzi jednak pewne konsekwencje. Po pierwsze, zwykle nikt prymusa nie lubi. Po drugie, pytaniem pozostaje, jak wygląda pełny rachunek finansowy i polityczny amerykańskiej inwestycji w polskie bezpieczeństwo.

Na razie chwalimy się, ile broni będziemy kupować w Stanach Zjednoczonych. Deklarujemy chęć pozyskania samolotów F-35, na czym wyraźnie Amerykanom zależy, szczególnie wobec ich rozgrywki z byłym ważnym, a obecnie nielojalnym sojusznikiem - Turcją.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej