Takiej skali układów z władzą nie było od czasów PRL, co świetnie symbolizuje niedawna decyzja TVP, by nie udostępniać archiwalnych nagrań „Dziennika Telewizyjnego”. Wszak pracownicy „Wiadomości” bez żenady czerpią z tego „Dziennika” wzorce. Codzienną manipulacją demonstrują wazeliniarstwo, które wejdzie zapewne do podręczników propagandy wraz z ich nazwiskami.

Zaczęło się wcześniej. W asyście swoich „dziennikarzy” PiS szedł do władzy na fali kłamstwa smoleńskiego sączonego z gadzinówek sponsorowanych partyjnymi pieniędzmi, straszenia „Polską w ruinie”, rozbudzania ksenofobii, nacjonalizmu, rasizmu, antysemityzmu. Współpraca partyjniaków i „dziennikarzy” doprowadziła tych drugich do demoralizacji, którą widzimy na paskach informacyjnych TVP i okładkach „dobrozmianowych” tygodników.

Ci pracownicy frontu ideologicznego „doszli do władzy” razem ze swoimi mocodawcami także dzięki aferze podsłuchowej. Osławione ośmiorniczki nadmuchali do rozmiarów wieloryba, ale dzisiaj udają, że nie widzą np. deweloperskiej krzątaniny Kaczyńskiego wokół dwóch wieżowców na Srebrnej. Bulwersowały tych moralistów przekleństwa rzucane przy alkoholu, ale dzisiaj nie razi ich oferta Kaczyńskiego, by wierzyciel (powiązany rodzinnie) poszedł do sądu, bo inaczej pieniędzy od PiS za pracę nie dostanie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej