Jak to możliwe, że państwo PiS-u – choć Polska należy do Unii Europejskiej – de facto sprywatyzowało publiczną telewizję?

Jak to możliwe, że obecna polska władza może tam tak bezkarnie łgać?

Jak to możliwe, że państwo przejęło kontrolę nad instytucjami – Krajową Radą Radiofonii i Telewizji i Radą Mediów Narodowych – które mają obowiązek kontrolować media publiczne, pilnować przestrzegania przez nie prawa, zwłaszcza wolności słowa i prawa do informacji?

Jak to możliwe, że żadna z instytucji pilnujących poprawności wyborów, np. PKW, nie dostrzega niebezpieczeństwa zakłócenia wolnych wyborów przez tak silne i jednostronne zaangażowanie się w nie mediów publicznych?

Jak to możliwe, że program informacyjny już nawet nie udaje, że informuje? Bo przecież nie są informacjami powtarzane dzień po dniu te same kadry z tymi samymi ludźmi i takimi samymi cytatami.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej