To rekord. Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego tylko w pierwszej połowie roku odnotował 1044 przypadki odry. Ale może być ich więcej, bo do Głównego Inspektoratu Sanitarnego dotarło 1,3 tys. zgłoszeń.

Gorzej było jedynie w 1990 r., kiedy zachorowało ponad 56 tys. osób, a 12 zmarło. To w czasach, gdy nie wprowadzono jeszcze drugiej dawki obowiązkowych szczepień przeciwko odrze, która zachorowania wyhamowała.

Ministerstwo Zdrowia tłumaczy, że mamy do czynienia z tzw. odrą przywleczoną. – To choroba od osób, najczęściej spoza granicy Polski, które nie były szczepione i przywiozły ze sobą szczepy wirusa – mówił w maju szef resortu Łukasz Szumowski.

Już w ub.r. sanepid zwracał uwagę, że wśród chorych jest wielu pracujących w Polsce cudzoziemców, m.in. z Ukrainy, gdzie na odrę w ciągu ostatniego roku zachorowało prawie 50 tys. osób. Tam szczepią się nieliczni, a średnio co tydzień notuje się mniej więcej 2 tys. nowych przypadków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej