Afera podsłuchowa wybuchła, gdy tygodnik „Wprost” opublikował w 2014 r. podsłuchane w warszawskich restauracjach rozmowy m.in. szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i Jacka Rostowskiego, byłego wicepremiera i ministra finansów.

Giertych jest pełnomocnikiem Sikorskiego i Rostowskiego. Już w czerwcu 2014 r. chciał, by prokuratura ścigała zorganizowaną grupę przestępczą z art. 258 kodeksu karnego, który powiada, że za udział w „zorganizowanej grupie albo związku", mających na celu popełnienie przestępstwa, grozi do pięciu lat więzienia.

– W naszym przekonaniu to, co już wiemy, świadczy o tym, że mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, i dlatego w ten sposób trzeba ich ścigać. Istotne jest to, że grupa nie nawiązuje kontaktu w celu dokonania pojedynczych przestępstw, lecz z góry zakłada systematyczne ich popełnianie. Jeżeli jest grupa ludzi, która umawia się w celu dokonywania systematycznych przestępstw i ma pewną zorganizowaną strukturę, to jest to zorganizowana grupa przestępcza – tłumaczył Giertych pięć lat temu. – Nie wierzę, żeby w Polsce ktoś nagrywał polityków i żeby to nie wypłynęło bez udziału zorganizowanej grupy albo zorganizowanych służb specjalnych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej