Treść listu, który Marek Falenta napisał z hiszpańskiego aresztu, ujawnia dzisiejsza "Rzeczpospolita". Falenta potwierdza w nim wszystkie podejrzenia, jakie ciągnęły się za nim od wybuchu afery podsłuchowej, która w 2015 r. przyczyniła się do zdobycia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Jak twierdzi Falenta, do organizacji nagrywania namawiał go Stanisław Kostrzewski, b. skarbnik PiS, a wszystko miał akceptować Jarosław Kaczyński oraz ludzie z jego najbliższego otoczenia.   

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej