Specjalny nadzór nad sprawą KNF objęli minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro oraz koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński. Śledczy dostali jesienią 2018 r. większość dowodów, w tym nagranie rozmowy, podczas której szef KNF Marek Chrzanowski składa Leszkowi Czarneckiemu ordynarną propozycję „ochrony” jego banków. W zamian miał zapłacić około 40 mln zł.

A gdy Czarnecki ubiega się o status poszkodowanego, prokuratura gra na zwłokę przez siedem miesięcy, zanim uzna, że biznesmen nie jest pokrzywdzonym w tej sprawie. Jak to możliwe, skoro od wybuchu afery jego banki straciły ponad 2,5 mld zł?

Trzy miesiące temu Chrzanowski i Czarnecki przeszli badania wariografem. Chodziło o zweryfikowanie, czy szef KNF napisał na kartce, ile ma wynieść łapówka. Prokuratura nabiera wody w usta i nie chce ujawnić wyników ani Czarneckiemu, ani mediom. Powód: „dobro śledztwa”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej