Kolejne posiedzenia Sejmu Dzieci i Młodzieży budziły w ostatnich latach niewiarygodne emocje. Nie brakowało na nich głośnych medialnych wypowiedzi i zdarzeń. Prawica zachwycała się, gdy w 2016 r. jeden z uczniów mówił, że „Unia Europejska powinna zostać zniszczona”. Rok później jeden z posłów juniorów porwał unijną flagę na mównicy. Przed rokiem doszło do rozłamu i odbyły się dwie konkurencyjne imprezy, bo PiS przełożyło tę zaplanowaną na 1 czerwca w związku z trwającym w Sejmie protestem niepełnosprawnych. I to właśnie wtedy młodzież zaapelowała, by dorośli dali jej w końcu rozmawiać o rzeczach, które są dla niej istotne, aktualne, bezpośrednio jej dotyczące.

Nie udało się, przynajmniej nie oficjalnie. W tym roku na temat obrad wybrano upamiętnienie posłów na Sejm II RP. Do tego wydarzenie pechowo wypadło w słoneczny weekend. I ostatecznie mało kto usłyszał tych, których słuchać trzeba uważnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej