– Wygląda to na dokładnie taki sam mechanizm jak przy aferze z innymi gruntami, które Kościół dostawał od komisji majątkowej – mówi „Wyborczej” prawnik. W latach 2009-11 był on ekspertem prokuratury w śledztwie badającym nadużycia przy obrocie ziemią, jaką Kościół otrzymywał w ramach odszkodowań za majątek zabrany w czasach komunizmu.

Jedną z kluczowych postaci afery był Marek Piotrowski, prawnik i były funkcjonariusz SB. Jako pełnomocnik zgromadzeń zakonnych i parafii odkupywał za niewielkie pieniądze kościelne grunty, błyskawicznie wypuszczał je na wolny rynek, a zyskiem z wielokrotnego przebicia ceny dzielił się z duchownymi, z którymi współpracował.

We wrześniu 2002 r. Mateusz Morawiecki kupił od wrocławskiej garnizonowej parafii św. Elżbiety 15 ha gruntu. W Kościele obowiązywały wtedy przepisy, że przy sprzedaży dóbr droższych niż 100 tys. dol. (wtedy równowartość 400 tys. zł) potrzebna była zgoda biskupa, a przy wartości powyżej 500 tys. dol. (ok. 2 mln zł) – aż Stolicy Apostolskiej. Takie sumy – minimalną i maksymalną – określiła w czerwcu 1995 r. Konferencja Episkopatu Polski.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej