Syrena strażacka obudziła mieszkańców Czarnochowic pod Wieliczką około godziny 1 w nocy. Pani Jolanta: – Woda w pokoju sięgała mi ponad kostki. Obudziłam mamę, która jest niepełnosprawna, i zaprowadziłam ją na piętro. Wyjrzałam przez okno. Zamiast ogrodu wokół domu zobaczyłam jezioro. Nie mogłam się dodzwonić do strażaków. Gdy w końcu odebrali, kazali cierpliwie czekać na przyjazd. Z nieba cały czas lało. Nie mogłam być cierpliwa. Chwyciłam wiadro i sama zaczęłam wybierać wodę.

W tym samym czasie Adam Śliwa z Czarnochowic przy pomocy straży pożarnej wypompowywał wodę ze swojego domu. Zalane zostały piwnice i biuro rachunkowe jego córki. – Papiery, komputery... – wylicza.

Mieszkańcy miejscowości opowiadają, że woda wdziera im się do domostw od 20 lat. Nie pomagają prośby do gminy o zrobienie przepustów i mostków. – Czegokolwiek, co uratowałoby nasze domy przed wodą. Bo na razie ciągle ratujemy je sami. Nawet piasek w workach mam własny, bo nikt mi go nie dał. Gdybym spotkał premiera, zaraz bym go spytał, dlaczego nie ma dostatecznych funduszy, by rozwiązać nasz problem – mówi Śliwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej