Rok po 40-dniowym proteście na korytarzach Sejmu osoby z niepełnosprawnościami i ich opiekunowie wrócili do Warszawy, żeby przypomnieć swoje postulaty. Przed Pałacem Prezydenckim, gdzie rozpoczynała się demonstracja, zebrało się kilkaset dzieci i dorosłych z niepełnosprawnościami ruchowymi i umysłowymi – wielu na wózkach albo o kulach – oraz ich rodzice.

Trzymali transparenty: m.in. „Rząd PiS – zero empatii", „Żądamy godnego życia”, „Przeszkadzamy” (to nawiązanie do apelu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, by „popierać i nie przeszkadzać”). Liczyli na rozmowę z prezydentem, premierem i marszałkiem Sejmu, który po proteście z ubiegłego roku zakazał jego uczestnikom wstępu na teren parlamentu aż do maja 2020 r.

Ponad cztery godziny maszerowali między siedzibami władz.

– Kiedyś nas popieraliście, ale gdy doszliście do władzy, staliście się obojętni na nasze problemy – mówiła w strugach deszczu pod Kancelarią Premiera Iwona Hartwich, współorganizatorka demonstracji. – Dla waszego rządu śmierdzieliśmy – nawiązała do zeszłorocznych uwag posłanki PiS Krystyny Pawłowicz, która stwierdziła, że przez protest w Sejmie roznosi się „trudny do zniesienia smród”. – Kiedy protestowaliśmy w zeszłym roku, pani wolała pływać po Dunajcu – mówiła do wicepremier ds. społecznych Beaty Szydło. – Czekamy na przeprosiny – podsumowała.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej