Beata Mik jest emerytowaną prokuratorką dawnej Prokuratury Generalnej. Od lat publikowała w prasie – m.in. w „Rzeczpospolitej” – felietony i artykuły prawnicze. W marcu 2018 r. rzecznik dyscyplinarny prokuratora generalnego obwinił ją o to, że nie poinformowała przełożonych o dalszej współpracy z gazetą, „osłabiając zaufanie do niezależności prokuratury i prokuratorów”. Zdaniem rzecznika naruszyła art. 103 par. 4 prawa o prokuraturze. Mówi on, że „o zamiarze podjęcia dodatkowego zatrudnienia, a także o podjęciu innego zajęcia lub sposobu zarobkowania” prokuratorzy zawiadamiają swoich przełożonych. Przełożeni mają prawo zgłosić sprzeciw, gdy zajęcie stawia pod znakiem zapytania niezależność prokuratora.

Informowała przełożonych 

Jednak Beata Mik miała zgody przełożonych na pisanie tekstów. Pierwszej udzielił już w 2000 r. ówczesny prokurator generalny Lech Kaczyński. Ale według rzecznika dyscyplinarnego raz dana zgoda nie jest wieczna. Powinna zgłosić swoją działalność prokuratorowi krajowemu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej